Tomasz Brzustowski
Tekst opublikowany w pismie "Klematis". Kwartalniku Literackim Domu Marii i Jerzego Kuncewiczów w Kazimierzu Dolnym, nr 1(7) z 2011 r., s. 13-17, wydawanym przez Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym
Na Stefana Kisielewskiego powołuje się bardzo wiele środowisk. Pretensje
do jego spuścizny będą zgłaszali zarówno działacze Unii Polityki Realnej
(następcy Ruchu Polityki Realnej, który współzakładał), jak i tygodnik "Wprost"
przyznający nagrodę jego imienia. Cytować go będą politycy i publicyści,
których trudno na co dzień podejrzewać o wspólnotę poglądów. Chyba mało kto w
polskiej myśli politycznej stał się punktem odniesienia dla tak wielu różnych
nurtów.
Ryszard Bugaj w "Kontralfabecie dla Kisiela"" wspomniał jak podczas jednej z dyskusji panelowych z udziałem Stefana Kisielewskiego, po wymianie zdań na temat funkcjonowania instytucji państwa opiekuńczego w liberalnym modelu państwa, zaproponował Kisielowi, żartobliwie wstąpienie do partii socjaldemokratycznej, gdyż ich poglądy są "wystarczająco bliskie"[1].
Janusz Korwin-Mikke nazwał go "swoim sojusznikiem w walce z socjalizmem"[2].
Śp. Maciej Rybiński podczas konferencji "Pamięci Kisiela" zorganizowanej w 2006 r. wspominał: "moje pokolenie - a w nim ludzie, którzy czytali "Kisiela" ze świadomością - zawdzięczają mu wiedzę na temat rzeczy podstawowych, której nie można było dowiedzieć się z innych źródeł"[3].
Premier Donald Tusk podczas uroczystej gali rozdania reaktywowanych nagród Kisiela w 2010 r. mówił o "całej generacji zakochanej w Kisielu"[4].
Podobnymi głosami, pojawiającymi się z różnych stron polskiej sceny politycznej, rozeźlił się już 4 lata temu Ludwik Stomma, który w artykule "Fałszowanie Kisiela" opublikowanym w "Polityce" narzekał, że "teraz już doprawdy żuk i żaba zaczyna się na Kisiela powoływać, a większość kuje jego obraz na własne mizerne podobieństwo". Stomma przypomina, że o ile Kisiel był faktycznie liberałem gospodarczym to już w dziedzinie politycznej był współautorem koncepcji "neopozytywizmu". Poza tym dystansował się często od "Solidarności" a Powstanie Warszawskie uważał za "narodowy grzech". Faktycznie: nie bardzo to wszystko współgra ze współczesnymi podziałami politycznymi i ideowymi, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dlatego Stomma apeluje: "nie wciskajcie Kisiela w swoje matryce" [5].
A może prawda o Stefanie Kisielewskim jest zupełnie inna? Może to, iż stał się ikoną dla tak wielu różnych od siebie środowisk wynika z tego, że jego poglądy były po prostu... chaotyczne? Może człowiek ukształtowany w okresie międzywojennym, który przeżył koszmar wojny, a następnie zetknął się z absurdami Polski Ludowej po prostu musiał być ideowo zlepiony z przeróżnej gliny, w zależności od przeżytych doświadczeń?
Przede wszystkim warto pamiętać, że swoich poglądów Kisiel nie wyniósł z domu. Ojciec Zygmunt był piłsudczykiem, i to o poglądach raczej lewicowych (Kazimierz M. Ujazdowski pisze, że wręcz o "radykalno-lewicowych" [6]). I to ojciec namówił syna do wstąpienia do piłsudczykowskiego Legionu Młodych. Stefan Kisielewski nie wytrzymał tam długo. Drażnił go antyklerykalizm środowiska. Poza tym Legion zaczął dryfować zdecydowanie na lewo. Czarę goryczy przelała reakcja Wincentego Rzymowskiego i Stefana Żółkiewskiego na referat wygłoszony przez Kisiela. Dotyczył on nacjonalizmu, i został dosyć ostro potraktowany przez obydwu "Legionistów". A sam prelegent podszedł do tematu profesjonalnie, czyli sięgając do źródeł: zaopatrzył się w książki Romana Dmowskiego, Jana Ludwika Popławskiego i Zygmunta Balickiego. Po lekturze Dmowskiego zaczął zachwycać się jego geopolitycznymi tezami. To musiało zakończyć się środowiskową awanturą. Niestety ideowy wybór syna wywołał też rozpacz Zygmunta. Po roku, potomek Zygmunta porzucił Legion Młodych [7]. Los rzucił Kisiela w stronę środowiska, w którym mógł poczuć się swobodniej. Zetknął się z konserwatywnym "Buntem Młodych" (od 1937 r. "Polityka"). Jaka była różnica między Legionem a Buntem? Chociażby personalna. W Legionie znaleźć można było m.in. Stefana Jędrychowskiego oraz Stefana Żółkiewskiego a w "buncie" Adolfa Bocheńskiego i Jerzego Giedroycia [8]. Ideowo jak ogień i woda. Kolejne pytanie nasuwa się automatycznie: czy Kisiel odchodząc z Legionu i zaczytując się w Dmowskim stała się endekiem? Otóż nie. W "Buncie młodych" w 1936 r., opublikował artykuł "Terroryzm ideowy", w którym wskazał trzy źródła owego terroryzmu: komunizm, ONR-yzm oraz "neohumanitaryzm" "Wiadomości Literackich", które oskarżył po prostu o bezideowość. W przypadku ONR, zastrzegł się, że chodzi mu nie tyle o samą endecję, czy też jej starych działaczy, których określił jako "nic nie znaczący zabytek" lecz o młodych działaczy tego nurtu. Zarzucał im prymitywizm myślowy porównywalny do prymitywizmu młodego marksisty. Samych przywódców ONR uznał jednak za ludzi często błyskotliwych i interesujących. Dziwił się więc kolosalnej rozbieżności intelektualnej przywódców oraz "szeregowców". Za praktyczno-moralne konsekwencje ONR-yzmu uznał zajścia antyżydowskie [9].
Zainteresowanie Romanem Dmowskim nie odznaczało więc u Kisiela poparcia dla całego nurtu ideowego. U Kisiela trzeba odróżnić zainteresowanie czyimiś poglądami od fascynacji ruchem politycznym, który za tą osobą stoi. Tu często nie można postawić znaku równości, a tym samym "przywłaszczyć" sobie Kisiela.
Możemy więc zauważyć, że Kisiel przedwojenny ukształtował się w środowisku akademickich konserwatystów, dalekim od ideologii komunizmu oraz ruchu narodowego. Z drugiej strony drażniła go bezideowość. Można by rzec, że wówczas rodził się "kisielizm". Fakt, iż to właśnie w okresie przedwojennym ukształtował się zrąb najważniejszych poglądów oraz postawa światopoglądowa Kisielewskiego podkreśla również dr Michał Szyszka [10].
Obraz wojny, okupacji i Powstania Warszawskiego ukształtowany w oczach Kisiela bezbłędnie pokazuje opowiadanie "Biblioteka" [11] - poruszająca historia profesora, który w czasie Powstania traci swoją bezcenną, domową bibliotekę, pieczołowicie kolekcjonowaną latami. Walka profesora o swoje woluminy trąci szaleństwem. W okresie ciężkich, powstańczych walk profesor, narażając własne życie, usiłuje wrócić do swojego domu, aby przekonać się czy przetrwały jego zbiory. Wraca oczywiście w rejon, w którym są już Niemcy. Czy może być większe wariactwo? Owo szaleństwo uzmysławia czytelnikowi jak ważne mogą być dobra kultury, o których w zawierusze wojennej zazwyczaj pamięta się na końcu. I to właśnie ogromne straty dla polskiej kultury są jednym z najcięższych dział jakie Kisielewski wytacza przeciwko dowódcom odpowiedzialnym za klęskę Powstania Warszawskiego. Sam tęsknił za przedwojenną stolicą, za ulicami pamiętającymi Norwida, Chopina czy Wyspiańskiego. Te wszystkie miejsca bezpowrotnie zmiotła hekatomba Powstania. Przypominał, że w zawierusze 1944 roku Polska straciła około 30% dorobku kulturalnego kraju, straciła intelektualną elitę a tym samym ucierpiała siła narodu. Dla Kisiela ta utracona wówczas siła, mogła być szalenie potrzebna krajowi w okresie mrocznego komunizmu. Te właśnie argumenty uważał za dużo mocniejsze niż powoływanie się na romantyczną tradycję powstań narodowych. Proponował, aby myślenie w kategoriach obrony honoru i dumy narodowej zastąpić rozsądkiem, rozwagą, cierpliwością oraz instynktem życia [12]. Z takim spojrzeniem na tragedię Powstania Warszawskiego Stefan Kisielewski stawał w poprzek powojennemu sposobowi myślenia popularnemu w wielu nurtach opozycyjnych wobec władzy. Rzecz przedziwna, ale wydawało się, że Kisiel - wróg powojennej rzeczywistości - staje z władzą ludowa w jednym szeregu w walce z tradycją Powstania. Przecież powojenni komuniści systematycznie zwalczali pamięć o zrywie z sierpnia 1944 r. Jednak pod tym względem Kisiel, mimo że wyrywał się szeregów antykomunistycznej opozycji, to wcale nie stawał po stronie władzy. Źródło krytyki, było zupełnie inne. Dla niego utrata przedwojennych dóbr kultury była niewyobrażalną stratą. Dla powojennym komunistów był to zdecydowanie mniejszy powód do wylewania łez. Zryw powstańczej Warszawy był przecież dla władzy niewygodny z wielu innych propagandowych powodów. Mógł powodować niebezpieczny wzrost legendy żołnierzy AK czy też stawiał niewygodne w PRL pytania o brak pomocy ze strony wojsk radzieckich. Powodów do tego, aby zamilczeć bohaterstwo Powstańców, było w Polsce Ludowej setki, ale wśród tych najważniejszych ciężko by znaleźć rozpacz na dobrami przedwojennej, polskiej kultury. Kisiel stawiając ten właśnie argument na pierwszym miejscu wyszedł poza szereg zarówno opozycji antykomunistycznej jak i ówczesnej władzy. W odwiecznym sporze "bić się czy nie bić" wystąpił z autorską argumentacją. Kolejny raz potwierdziła się teza, że Kisiela nie dało się zakwalifikować jednoznacznie to żadnego z obozów.
Okres powojenny nie pozostawiał wątpliwości. Kisiel zamarzył, aby zostać polskim Henri Rochefortem, który zasłynął jako publicysta smagający piórem rządy Napoleona III we Francji [13]. Tyle, że Rochefort był uczestnikiem ... Komuny Paryskiej w 1871 r., co nawet przypłacił więzieniem. Choć z drugiej strony żywot owego dziennikarza był na tyle ekscytujący, że pasował do charyzmy Kisiela. Victor Henri Rochefort po uwięzieniu go za wsparcie Komuny został przeznaczony do karnej kolonii w Nowej Kaledonii na dalekim Oceanie Spokojnym. Po czterech miesiącach zdołał uciec. Do kraju powrócił w 1880 r. dzięki amnestii. Wsparł wówczas swoim piórem socjalistów. Parę lat później, jego niechęć do umiarkowanych republikanów zaprowadziła go prosto w objęcia generała Georgesa Boulangera, który w 1871 r. ... brutalnie tłumił Komunę Paryską. Po samobójczej śmierci Boulangera w 1891 r. (uczynił to na grobie swojej kochanki zmarłej dwa miesiące wcześniej [14]) Rochefort powrócił w stronę socjalistów, aby po wybuchu sprawy Alfreda Dreyfusa zwrócić się ostatecznie ku prawicy. Do końca swego życia Rochefort pisywał już do prasy prawicowej i konserwatywnej [15]. Kisiel aż tak wielkich ideowych skoków w swoim życiu nie przechodził, ale przyznać trzeba, że jego zainteresowanie osobą Rocheforta niespecjalnie dziwi. Co prawda dotyczyło ono głównie sprawnego i złośliwego pióra, ale niezwykła osobowość też nie była tu pewnie bez przyczyny.
Swoje zamierzenie zrealizował. W okresie powojennym zasłynął z ironicznego i ostrego pióra. To, że owym piórem smagał dosyć boleśnie swoich oponentów, nie dziwiło nikogo, lecz niektóre z jego decyzji zaskakiwały wielu. Jednym z takim pomysłów było wystartowanie w wyborach do Sejmu. Posłował w latach 1956-1965, a zasiadał w ławach Koła Posłów "Znak". Dlaczego zdecydował się na przejście z pozycji krytyka systemu na praktyka-polityka? Po prostu uwierzył Władysławowi Gomułce. W momencie kiedy pojawiła się "odwilż", kiedy zaczęto likwidować Urząd Bezpieczeństwa, uwalniano więźniów politycznych, wypuszczono na wolność Prymasa Stefana Wyszyńskiego, a PAX-owi odebrano "Tygodnik Powszechny", uznał że trzeba w tych zmianach wziąć udział. Z rozpędu skrytykował nawet Radio Wolna Europa za "jątrzenie przeciwko Gomułce" [16]. Innego z powodów, dla którego został politykiem można się tylko domyślać. Dosyć poetycko określił to jeden z obecnych Europosłów, który wcześniej był politologiem i komentatorem politycznym. Na pytanie o powód zmiany branży odpowiedział, że "każdy ornitolog chce kiedyś polecieć"[17]. Kisiel też najwyraźniej postanowił pofruwać.
Czego można się było po nim spodziewać w Parlamencie: piętnowania systemu totalitarnego? Walki o wolność słowa w polskiej kulturze i sztuce? Niekoniecznie. Kisielewski zadziwił wszystkich zajmując się gospodarką. W swoich przemówieniach sejmowych brał udział w debatach budżetowych, wypowiadał się o projekcie ustawy o podatku wyrównawczym czy też o projekcie ustawy o zezwoleniach na wykonywanie przemysłu, rzemiosła, handlu i niektórych usług przez jednostki gospodarki nieuspołecznionej. Nie dziwił tylko udział w debacie o ustawie o Polskiej Akademii Nauk [18].
Skoro padają hasła Kisiel i gospodarka to automatycznie pojawia się skojarzenie: liberał. Czy Kisielewski w Sejmie PRL postulował jak najszybszą zamianę socjalizmu na kapitalizm? Niekoniecznie. Podczas debaty w 1957 r. opowiedział się za przyjęciem budżetu dodając jednak, że jest to "budżet konieczności, przeciwko któremu nikt przytomny głosować nie będzie, bo nie ma nic innego do dania. Z pustej kieszeni nie wyjmie i nie da"[19]. Nie powstrzymał się oczywiście od wyartykułowania kilku, własnych uwag. Narzekał, że produkty wytworzone przez nasz przemysł ciężki eksportowane są z deficytem. Postulował podjęcie starań o wielki zastrzyk kredytowy, który pomógłby w podniesieniu rentowności i zreformowaniu przemysłu ciężkiego. Gromił błędy planowania i nietrafione dopłacanie do PGR-ów. Postulował zmienianie socjalizmu, ale przy pomocy nowych ludzi ze świeżym myśleniem o gospodarce. Kisiel, którego bardziej znamy jako liberała pojawił się trybunie sejmowej w 1963 r. Bronił wówczas drobnych przedsiębiorców, rzemieślników, gastronomów czy księgarzy, którym utrudniało się swobodną działalność gospodarczą. Postulował zmniejszenie liczby zarządzeń, utrudniających ową działalność. Mówił przy tym, że nie trzeba się obawiać, iż z takiego małego kapitalisty narodzi się wielki. W specyfice PRL było to niemożliwe - twierdził, aby zaraz potem dodać, że z drugiej strony nie ma nic przeciwko milionerom w Polsce: "nie wszyscy musimy być dziadami" [20] - dodawał. Kisiel w Polsce Ludowej okazał się więc liberałem nieortodoksyjnym. Nie proponował rewolucji gospodarczej. Jakie więc widział rozwiązanie? Ratunkiem miał być "neopozytywizm" czyli koncepcja dokonania powolnych, ale systematycznych zmian w kraju. Cel to: "finlandyzacja" czyli wywalczenie sobie niezależności kulturalnej i gospodarczej od Związku Radzieckiego, podobnej do tak jaką miała właśnie Finlandia. Innymi słowy: żadnych rewolucji, żadnych powstań, a raczej współpraca z systemem i jego systematyczna zmiana na lepszy.
Wróćmy teraz do pytania rzuconego na wstępie: czy Stefan Kisielewski w swoich poglądach był chaotyczny? W żadnym wypadku! Pamiętajmy że mówimy o pokoleniu, które wychowało się w przedwojennej Polsce i przedwojennej kulturze. Duża część tej elity zginęła podczas wojny 1939 roku, długich lat okupacji, w Powstaniu Warszawskim, sowieckich łagrach i stalinowskich więzieniach. Dla Kisiela - człowieka kultury, była to strata niepowetowana. Stąd jego krytyczna ocena zarówno kampanii wrześniowej, jak i warszawskiego zrywu z 1944 r. Owa krytyka nie miała więc nic wspólnego z powojenną propagandą. Bronił również wolności: wolności w sztuce, wolności w polityce, wolności w gospodarce - stąd powszechne zaszufladkowanie Kisiela jako "liberała". Pamiętajmy równocześnie, że wcale nie upierał się, że liberalizm jest receptą na wszystko. W Sejmie PRL postulował systematyczną reformę systemu czyli de facto reformę socjalizmu zamiast wprowadzania kapitalizmu. Ale już po 1989 roku kiedy premierem został Tadeusz Mazowiecki dojrzał szansę na wprowadzenie "antysocjalistycznej dyktatury" w gospodarce i przeprowadzenie "brutalnej prywatyzacji". Z drugiej strony zadawał sobie pytanie: "Co będzie, gdy Polska po reformie stanie się krajem gospodarki rynkowej, ale gospodarki biednej? I komu będzie wówczas potrzebna?"[21]. Priorytetem nie był więc u Kisiela ideowy liberalizm. Najważniejsze było dobro obywateli: ich prawo do życia na godnym poziomie czy też prawo do wolności słowa (słynna "dyktatura ciemniaków"). Istotne były takie działania, jakie mogą dać realną szansę na poprawę sytuacji.
W tezach Kisiela niewiele było chaosu. Jego publicystyczne pióro było niezwykle atrakcyjne. Trudno jest nie zachwycić się jego felietonami. Są błyskotliwe, zadziorne, często pełne humoru tak potrzebnego każdemu publicyście: są niezwykłe. W szaro-burej rzeczywistości Polski Ludowej Kisiel mógł być barwną rozrywką, dlatego tak wielu go zapamiętało. Równie wielu odwołuje się obecnie do jego tez, zapominając przy tym ,że żadna z opcji nie ma pełnego prawa do przygarnięcia Stefana Kisielewskiego pod swoje skrzydła. Łatwo jest wybrać z jego felietonów którąś z atrakcyjnie podanych tez i wykrzyczeć: "Kisiel myślał tak jak my!". Skąd taka fascynacja mistrzem felietonu? Niestety spostrzeżenie może być przykre: Stefan Kisielewski jest jak na razie jedyną publicystyczną osobowością jaka przydarzyła się Polsce w ostatnim półwieczu. Mamy oczywiście wielu zdolnych i ciekawych publicystów, lecz mało który potrafi bez przerwy fascynować swoim piórem i osobowością. Kisiel potrafił to robić przez całe półwiecze komunizmu i to w realiach brutalnej cenzury, oraz krótko po 1989 r. Czy znajdzie się ktoś kto wyrówna rekord?
[1] I. Janczewska-Altyńska, Kontralfabet dla Kisiela, Warszawa 1990, s. 14.
[2] J. Korwin-Mikke, Sojusznik, w: Kisiel Wprost, 10 lat nagród Kisiela, Warszawa 1999, s. 46.
[3] "Pamięci Kisiela" - Debata o Stefanie Kisielewskim, informacja PAP z 26.09.2006 r., cytat za Wirtualna Polska.
[4] Nagrody Kisiela rozdane. Tusk: to symbol marzeń o Polsce, www.wprost24.pl .
[5] L. Stomma, Fałszowanie Kisiela, - Polityka, nr 47 (2581) z dnia 2006.11.25.
[6] K. M. Ujazdowski, Przedmowa w: S. Kisielewski, Publicystka przedwojenna, Warszawa 2001, s. 5,
[7] M. Urbanek, Kisiel, Wrocław 1997, s. 10 - 12.
[8] K. M. Ujazdowski, dz. cyt., s. 6-8.
[9] S. Kisielewski, Publicystyka przedwojenna, s. 24 - 34.
[10] M. Szyszka, Droga klerka. Filozofia sztuki Stefana Kisielewskiego, Kraków 2010, s. 319.
[11] S. Kisielewski, Zanim nadejdzie śmierć, Warszawa 1995, s. 35 - 59.
[12] M. Szyszka, dz. cyt., s. 101-103.
[13] M. Urbanek, dz. cyt., s. 25.
[14] Georges Boulanger w: Encyclopedia Britannica, www.britannica.com.
[15] Victor-Henri Rochefort, marquis de Rochefort-Lucay w: Encyclopedia Britannica, www.britannica.com.
[16] M. Urbanek, dz. cyt.,s. 74-75.
[17] Migalski - ornitolog, który został ptakiem, Gazeta Wyborcza, 2009.06.08.
[18] Por. A. Friszke, Koło posłów "Znak" w Sejmie PRL 1957-1976, Warszawa 2002.
[19] A. Friszke, dz. cyt., s. 174.
[20] Tamże, s. 403.
[21] M. Urbanek, Kisiel w wolnej Polsce, Przegląd Polski, 2006.09.08.